Otworzyła Miłość i powiedziała : Pójdzie mi stąd, bo poszczuje psami !
Uświadomiłam sobie dziś, że pół mojego dziewczęcego życia, marzyłam o chłopcu ułożonym, spokojnym. Który nie pije, pali, nie przeklina. Nie podnosi głosu, przytula, rozumie, przyznaje rację. Najlepiej, żeby chodził jeszcze w niebieskiej koszuli i szarym bezrękawniku. On miał mi dać spokój. Poczucie bezpieczeństwa. Ciepły dom - taki z kominkiem, ciepłymi kapciami, pętającym się kotem miedzy nogami. Idealny. Zabawne, że w mojej wizji nie było cierpienia, lęku, zwątpienia.
Marzyłam o Kimś, kto zagłaskał bym mnie na śmierć. Który nie pozwolił by mi się rozwijać. Którym ja bym kreowała, ustawiała, rządziła. Przy którym nie była bym sobą. Nie jestem z tych "milusińskich", a taka wypadało by być.Ciągle walczę z tym, żeby nie udawać. Być sobą, to bardzo trudne. Balansować między chamstwem, a Prawdą. Granica tak cienka, że nawet nie wiem czy istnieje.
Dostałam Kogoś, przy Kim uczę się być sobą. I wstydzę się bardziej przed samą sobą, niż przy Nim. Uczę się cieszyć i dziękować z małych rzeczy. Uczę się Kochać i wybaczać, przepraszać i dziękować. Uczę się przyjmować - to chyba jest najtrudniejsze. Z wizji pozostał nadal ciepły dom - ale już bez kominka, za to z ciepłymi kapciami, no i bez kota ( tego nie udało mi się przeforsować). Dom - staje się coraz bardziej wyraźny, namacalny.
jej ... jest inaczej niż sobie wymarzyłam.
jest lepiej. taka Małgosia mi się podoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz